Rumunia z Bieszczaderem dzień 4

Rumunia z Bieszczaderem dzień 4, czyli Prejmer – Rupea – Sighisoara. Czas na kolejny dzień naszej rumuńskiej przygody, który zaprowadzi nas do miejsc pełnych historii, pięknych krajobrazów i nieco mrocznych legend.

Rumunia z Bieszczaderem dzień 4, czyli Prejmer – Rupea – Sighisoara. Czas na kolejny dzień naszej rumuńskiej przygody, który zaprowadzi nas do miejsc pełnych historii, pięknych krajobrazów i nieco mrocznych legend. Dzień 4 naszej wycieczki to prawdziwa uczta dla zmysłów. Przemierzając malownicze zakątki Rumunii, odwiedzimy Prejmer, Rupeę i Sighisoarę.

Kościół warowny w Prejmer

Przypomnijmy sobie, co działo się wcześniej: odkryliśmy tajemnice zamku Bran, wspaniałości pałacu Sinaia, przejechaliśmy spektakularną Trasą Transfogaraską, zwiedziliśmy Alba Julię oraz zamek Hunedoara. Naszym celem jest odkrywanie piękna Rumunii, więc ten dzień z pewnością dostarczy nam również niezapomnianych wrażeń!

Pierwszym przystankiem w naszym dzisiejszym planie jest Prejmer, malownicza miejscowość, słynąca z jednego z najlepiej zachowanych kościołów warownych w Transylwanii. To prawdziwa perła architektury gotyckiej, której potężne mury i wieże są świadectwem burzliwej historii regionu. Kościół w Prejmer został wybudowany w XIII wieku, a jego architektura urzeka każdym detalem. Mury grubości nawet dwóch metrów nie tylko zdobią, ale też chroniły mieszkańców przed najazdami wrogów.

Prejmer, to malownicza miejscowość, słynąca z jednego z najlepiej zachowanych kościołów warownych w Transylwanii.
Prejmer, to malownicza miejscowość, słynąca z jednego z najlepiej zachowanych kościołów warownych w Transylwanii.

Kiedy tylko nasza grupa zajechała do Prejmer, poczuliśmy, że oto stajemy u bram prawdziwej fortecy. Nasz przewodnik Aleksander, potrafił połączyć wiedzę historyczną z humorem tak, że nawet najstarsze opowieści brzmiały jak scenariusz do świetnej komedii. „Pamiętajcie, jeśli zobaczycie krzyżackie hełmy, nie uciekajcie! To tylko historia, nie najazd!” – śmiał się, a my, nieco zdezorientowani, zaczęliśmy naszą przygodę.

Twierdza z duszą

Kościół warowny, którego budowę zapoczątkowali Krzyżacy w 1218 roku, to prawdziwy majstersztyk architektury. Aleksander opowiadał, że po siedmiu latach, król Węgier Andrzej II postanowił wyprosić Krzyżaków z Burzenlandu, co musiało być dość nieprzyjemnym doświadczeniem.

Pewnego razu Król Andrzej przybył odwiedzić skromną posiadłość swoich nowych poddanych. Gdy zamiast malutkiego kościoła i kilku budyneczków dla zakonników ujrzał warowną, murowaną posiadłość wkurzył się niemiłosiernie. „Trudno wyobrazić sobie, jak wyglądała ta sytuacja. Pomyślcie tylko – Andrzej II, na koniu, z wielką mapą i krzyczącym 'Nie ma tu miejsca dla was, Krzyżacy!’” – żartował Aleksander, a my wybuchliśmy śmiechem.

 Na nas największe wrażenie zrobił ciąg refugialnych cel, z których każda posiada własne wejście połączonych drewnianymi galeriami i schodami.
Na nas największe wrażenie zrobił ciąg refugialnych cel, z których każda posiada własne wejście połączonych drewnianymi galeriami i schodami.

Następnie dowiedzieliśmy się, że w 1240 roku Krzyżacy zostali zastąpieni przez cystersów, którzy kontynuowali budowę. Kościół, który ukończyli, miał plan krzyża z ramionami o wielobocznych zamknięciach i wysoką wieżą. „Wygląda jak prawdziwy kościół, który pomylił się w drodze do nieba!” – zauważył Aleksander, wskazując na strzelistą wieżę.

Ale nie tylko piękne budowle przyciągały uwagę. Historia Prejmer to także opowieść o obronie. Kiedy Tatarzy w 1278 roku postanowili „zajrzeć” do wsi, mieszkańcy postanowili, że lepiej być przygotowanym na wypadek kolejnych wizyt. Cystersi zgodzili się na ufortyfikowanie kościoła, a z czasem powstała prawdziwa twierdza. „Można by pomyśleć, że to nie kościół, ale klub dla miłośników oblężeń!” – śmiał się Aleksander, a my wyobraziliśmy sobie, jak wyglądałoby życie w takiej twierdzy.

Fortyfikacja nie do zdobycia

W XVI wieku kościół dostał dodatkowy obwód murów, a wjazd wzmocniono przedbramą i barbakanem. „Jak widać, czasy się zmieniają, ale zasady obrony pozostają te same – buduj więcej murów i dodaj parę wież!” – dowcipkował Aleksander. Potem przeszliśmy do ganek obronnych, gdzie mogliśmy wyobrazić sobie, jak wyglądała obrona przed ewentualnymi napastnikami.

Po lewej okienka strzelnicze a po prawej okienka celi w fortyfikacji.
Po lewej okienka strzelnicze a po prawej okienka celi w fortyfikacji.

Otaczający kościół mur miał 180 metrów obwodu, 5 metrów grubości i 12 metrów wysokości. Cztery wieże, które wystawały przed lico muru, wyglądały jak strażnicy, gotowi do walki. „Jeśli myślicie, że wasz dom jest bezpieczny, to spróbujcie mieć 270 pokoi dla rodzin i ich dobytku – może nie byłoby tak wesoło!” – zauważył Aleksander, a my znów się uśmiechnęliśmy, wyobrażając sobie życie w takiej fortyfikacji.

W XIX wieku otaczającą kościół fosę zasypano, a zwodzony most zastąpiono kolumnowym przejściem. „To jak zamiana starych, drewnianych drzwi na nowoczesne – z pewnością mniej romantycznie, ale znacznie łatwiej!” – zauważył Aleksander, a my wszyscy zgodziliśmy się, że to prawda.

Dziś kościół w Prejmer to jeden z najlepiej zachowanych ufortyfikowanych kościołów Transylwanii, który w 1999 roku trafił na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Na nas największe wrażenie zrobił ciąg refugialnych cel, z których każda posiada własne wejście połączonych drewnianymi galeriami i schodami. Część pomieszczeń udostępniono co daje wyobrażenie o funkcjonowaniu twierdzy w czasie oblężenia. W jednej z izb urządzono szkołę, której funkcjonowanie potwierdzono już w roku 1460. Świadczy to o tym, iż nawet oblężenie nie było wymówką od nauki.

Nawet podczas oblężenia trzeba było chodzić do szkoły.
Nawet podczas oblężenia trzeba było chodzić do szkoły.

Na koniec, w pomieszczeniach barbakanu odkryliśmy niewielkie muzeum poświęcone kulturze Sasów. „I tak oto, mogę powiedzieć, że Prejmer to nie tylko kościół, ale także prawdziwa forteca pełna życia… i humoru!” –

Zamek chłopski Rupea

Po uczcie duchowej w Prejmer, ruszamy w stronę Rupei, gdzie czeka na nas zamek chłopski. Rupea prezentuje ten rodzaj zamku warownego, który zawsze mnie urzekał. Wzniesiony na stromym wzgórzu, z którego roztacza się malowniczy widok na całą okolicę. Zbudowany na wzgórzu, zamek ma do opowiedzenia niejedną historię. Jego mury, choć nieco zniszczone przez upływ czasu, wciąż emanują majestatem i siłą. Rupea to miejsce, które przez wieki odgrywało kluczową rolę w kształtowaniu historii Transylwanii.

Kiedy w końcu dotarliśmy do Twierdzy Warownej w Rupea, odetchnęliśmy z ulgą – po zatłoczonych salach zamku Drakuli i bajkowych korytarzach zamku Korwina w Hunedoarze, czas na coś bardziej surowego. Nasz przewodnik Aleksander, z niesamowitą wiedzą i humorem, od razu wskoczył w rolę średniowiecznego barda, gotowego do opowieści o starych czasach, kiedy to rycerze nosili zbroje, i nie mieli pojęcia, co to znaczy „dieta”.

Zamek chłopski Rupea został wzniesiony na stromym wzgórzu, z którego roztacza się malowniczy widok na całą okolicę. 
Zamek chłopski Rupea został wzniesiony na stromym wzgórzu, z którego roztacza się malowniczy widok na całą okolicę. 

Zanim zaczęliśmy zwiedzanie, Aleksander wyjaśnił, że twierdza wzniesiona na wzgórzu miała na celu nie tylko odstraszanie wrogów, ale także zapewnienie bezpiecznego schronienia dla okolicznych mieszkańców w razie ataku.

Zamek, którego historia sięga XIV wieku, miał przed sobą długą i burzliwą przeszłość. Miejsce, które dzisiaj zwiedzamy, było nie tylko twierdzą, ale również świadkiem wielu bitew. „Można powiedzieć, że to takie średniowieczne ‘miejskie’ życie – ciągłe niepokoje, nieustanne najazdy…” – mówił Aleksander, szeroko gestykulując niczym zapalony mówca. „Aż do momentu, gdy pojawili się osmańscy Turcy, którzy postanowili zrobić z naszej pięknej fortecy… no cóż, gruzowisko!”

Twierdza chłopska w labiryncie historii

W miarę jak wspinaliśmy się po kamiennych schodach, nasz przewodnik wprowadzał nas w tajniki architektury. Okazało się, że Rupea to nie tylko twierdza, ale także prawdziwy zabytek archeologiczny. „Ech, Dakowie, Rzymianie, a potem my, turyści… wszyscy chcą tu zostawić swój ślad!” – śmiał się Aleksander, przytaczając legendy o samobójstwie jednego z królów dackich. „Słyszałem, że niektórzy z nich popełniali samobójstwo, bo nie potrafili znaleźć wyjścia z labiryntu historii!”

Dalej poznawaliśmy historię o tym, jak zamek stał się ważnym punktem obronnym na szlakach handlowych, a jego wieże, podobnie jak statystyki w piłce nożnej, były dostosowywane do zmieniającej się sytuacji na froncie.

Jego mury, choć nieco zniszczone przez upływ czasu, wciąż emanują majestatem i siłą.
Jego mury, choć nieco zniszczone przez upływ czasu, wciąż emanują majestatem i siłą.

W miarę zwiedzania, odkryliśmy, że Rupea była twierdzą chłopską, co wcale nie oznaczało, że zbudowali ją majętni chłopi, ale raczej, że służyła oni jako schronienie dla lokalnej społeczności. „Wyobraźcie sobie: w obliczu zagrożenia, wszyscy chłopi biegli do zamku, a ich jedynym zmartwieniem było, czy wszyscy zdążą na czas!” – Aleksander znowu rozbawił nas swoją wizją.

Na koniec, stojąc na murach twierdzy, mieliśmy przed sobą panoramiczny widok na okolicę, a Aleksander zakończył naszą przygodę słowami: „A jeśli kiedykolwiek zabraknie Wam pomysłów na wakacje, pamiętajcie, że Rupea zawsze czeka z otwartymi ramionami… i murami!”

Uśmiechając się, zeszliśmy z murów twierdzy, czując, że ta wizytówka średniowiecznej historii Rumunii dostarczyła nam nie tylko wiedzy, ale i mnóstwa radości. W końcu, „historia może być nudna, ale z odrobiną humoru staje się niezapomnianą przygodą!”

Urok Sighisoary

Podczas naszej niezapomnianej podróży do Rumunii z Biurem Podróży Bieszczader, jednym z najbardziej magicznych miejsc, które mieliśmy przyjemność zwiedzić, była Sighișoara. Już na pierwszy rzut oka to niewielkie miasteczko zachwycało swą unikalną architekturą i kolorystyką, która przypominała paletę artysty. Przewodnik Aleksander, obdarzony niesamowitą wiedzą historyczną i poczuciem humoru, sprawił, że każda opowiadana przez niego historia nabierała życia.

Już na pierwszy rzut oka to niewielkie miasteczko Sighisoara zachwycało swą unikalną architekturą i kolorystyką, która przypominała paletę artysty.
Już na pierwszy rzut oka to niewielkie miasteczko Sighisoara zachwycało swą unikalną architekturą i kolorystyką, która przypominała paletę artysty.

Sighișoara, znana jako jedno z najpiękniejszych starych miast w Europie, z pewnością zasługuje na miano klejnotu Transylwanii. Stare Miasto to prawdziwy zabytek, wpisany na listę UNESCO. Wieża Zegarowa, która dominuje nad miastem, wita Nas swoim majestatem. Można tu podziwiać nie tylko zegar, ale również liczne rzeźby, które zdobią jej ściany. Nieopodal znajduje się Dom Drakuli, który przyciąga turystów z całego świata. Mimo że nie jest to rezydencja wampira, to atmosfera tego miejsca z pewnością pobudza wyobraźnię.

Kiedy przekroczyliśmy bramy Starego Miasta, poczuliśmy się jak w bajce. Urokliwe, brukowane uliczki, otoczone pastelowymi kamienicami, wciągały nas w wir odkrywania. Każdy dom miał swój niepowtarzalny charakter – od soczystych zieleni po intensywne czerwienie, przez delikatne błękity. Miejsca te zdawały się opowiadać historie sprzed wieków, co sprawiało, że każda minuta spędzona w Sighișoarze była niezapomniana.

Urokliwe, brukowane uliczki Sighisoary, otoczone pastelowymi kamienicami, wciągały nas w wir odkrywania. Po prawej stronie widzimy wejście na szkolne schody.
Urokliwe, brukowane uliczki Sighisoary, otoczone pastelowymi kamienicami, wciągały nas w wir odkrywania. Po prawej stronie widzimy wejście na szkolne schody.

Aleksander wprowadził nas w tajniki przeszłości miasta. Opowiadał o czasach, gdy Sighișoara była ważnym ośrodkiem handlowym, a jej mury chroniły mieszkańców przed niebezpieczeństwami. Wspomniał także o niemieckich osadnikach, którzy w XII wieku osiedlili się w tym regionie, nadając miastu jego pierwotny kształt. Dowiedzieliśmy się, że pierwsza nazwa Sighișoary – Castrum Sex – odnosiła się do sześciokątnego kształtu fortyfikacji, które otaczały miasto. Te opowieści sprawiły, że czuliśmy się, jakbyśmy stąpali po kartach historii.

Ach ten Drakula…

Spacerując po Starym Mieście, natrafiliśmy na niesamowite zabytki, takie jak Wieża Zegarowa, która, jak opowiadał Aleksander, przez wieki pełniła funkcję strażnicy i zegara miejskiego. Z jej szczytu rozpościerał się widok na malownicze dachy Sighișoary, a my poczuliśmy się jak w sercu tej kolorowej mozaiki. Zatrzymaliśmy się również przy Kościele na Wzgórzu, który stanowił wspaniały przykład gotyckiej architektury i był świadkiem wielu wydarzeń z historii miasta.

Tuż obok Wieży Zegarowej znajduje się ten słynny dom, w którym to na świat przyszedł Wład Palownik, czyli Drakula.
Tuż obok Wieży Zegarowej znajduje się ten słynny dom, w którym to na świat przyszedł Wład Palownik, czyli Drakula.

Jednak to nie tylko historia i architektura przyciągają turystów do Sighișoary – to także legenda Drakuli. Wład Palownik, znany jako Drakula, przyszedł na świat właśnie w tym mieście. Tuż obok Wieży Zegarowej znajduje się ten słynny dom, w którym to na świat przyszedł Wład Palownik, czyli Drakula. Ojciec Włada Palownika, czyli Wład II Diabeł wraz z żoną zatrzymali się w tym budynku w czasie inwazji tureckiej w latach 1431 – 1435. Dziecko przyszło na świat w 1431 roku.

Dziś w tym budynku znajduje się restauracja i małe muzeum broni. Wstęp jest płatny. Chociaż Aleksander z humorem podkreślał, że większą atrakcją jest sama legenda, a nie konkretne miejsce narodzin, nie mogliśmy się oprzeć pokusie odwiedzenia jego rzekomego domu. A tam niespodzianka. A jaka ? Sami sprawdźcie. Warto jednak zauważyć, że sama Sighișoara oferuje o wiele więcej niż jedynie mroczne związki z tym kontrowersyjnym władcą.

Dziś w tym budynku znajduje się restauracja i małe muzeum broni. Jest tu również piętro poświęcone Drakuli, gdzie warto zajrzeć. Wstęp jest płatny.
Dziś w tym budynku znajduje się restauracja i małe muzeum broni. Jest tu również piętro poświęcone Drakuli, gdzie warto zajrzeć. Wstęp jest płatny.

Przepełnieni wrażeniami, postanowiliśmy spróbować również lokalnych specjałów. Aleksander zaprowadził nas do jednej z urokliwych kawiarni, gdzie delektowaliśmy się najsmaczniejszym rumuńskim deserem papanasi i aromatyczną kawą. W tym momencie zrozumieliśmy, że Sighișoara to nie tylko zabytki, ale także kultura i życie codzienne mieszkańców, które sprawia, że to miejsce jest tak szczególne.

Schody Szkolne – Nie tylko dla uczniów!

Gdyby schody mogły mówić, to Schody Szkolne w Sighisoarze zapewne miałyby wiele do opowiedzenia. Wyobraźcie sobie, jak te schody, będące świadkami wielu pokoleń uczniów, z ironią wspominają czasy, gdy liczyły sobie aż 300 stopni. To była prawdziwa rampa do nieba! Aż strach pomyśleć, co działo się na szczycie – pewnie każdy uczeń miałby na koncie nie tylko świadectwo, ale i legendarne opowieści o tym, jak zdobył „szczyt mądrości”.

Dziś, zaledwie 172 stopnie, można by pomyśleć, że schody postanowiły pójść na dietę. Niektórzy twierdzą, że to efekt niezliczonych prób nauczycieli, aby oszczędzić trochę energii na wyjaśnianie, dlaczego matematyka jest ważna w życiu. „Nie ma co biegać w górę i w dół, lepiej zostańcie na miejscu i przemyślcie, dlaczego 'x’ zawsze znika!” – mógłby powiedzieć każdy nauczyciel po długim dniu nauczania.

Wyobraźcie sobie, jak te schody, będące świadkami wielu pokoleń uczniów, z ironią wspominają czasy, gdy liczyły sobie aż 300 stopni.
Wyobraźcie sobie, jak te schody, będące świadkami wielu pokoleń uczniów, z ironią wspominają czasy, gdy liczyły sobie aż 300 stopni.

Kto by pomyślał, że te schody, które były kiedyś jedyną bezpieczną drogą do szkoły w zimowe dni, dziś są atrakcją turystyczną. Turyści wspinają się z uśmiechem, robiąc selfie na każdym kroku. „Patrzcie, jestem na 150. stopniu! Jeszcze tylko 22, żeby poczuć się jak prawdziwy absolwent!” – krzyczy jeden z turystów, nie zdając sobie sprawy, że jego plecak waży tyle, co pełne podręczniki na semestr. Oj można dostać zadyszki, wierzcie mi 🙂

Schodami szkolnymi doszliśmy do dwóch budynków: starej szkoły z 1619 roku i budynku gimnazjum Josepha Haltricha,  który powstał w latach 1792–1817. Stara szkoła jest na wprost, gimnazjum po lewo od wyjścia ze schodów.

Do szkoły „pod górkę”

Na koniec dnia, Schody Szkolne w Sighisoarze to nie tylko kawałek historii, ale także doskonały temat do żartów. Bo kto nie lubi wspomnień ze szkoły, które choć czasem bolą, to jednak zawsze wywołują uśmiech? Jak tu potem nie powiedzieć swojemu dziecku, że do szkoły miało się „pod górkę” I to taką 300 stopniową. Następnym razem, gdy będziecie wspinać się po tych schodach, pamiętajcie – każdy krok to nie tylko droga do szkoły, ale także do niezapomnianych chwil i śmiechu!

Schodami szkolnymi doszliśmy do dwóch budynków: starej szkoły z 1619 roku i budynku gimnazjum Josepha Haltricha.
Schodami szkolnymi doszliśmy do dwóch budynków: starej szkoły z 1619 roku i budynku gimnazjum Josepha Haltricha.

Podsumowując, Sighișoara to prawdziwy skarb Transylwanii, który łączy w sobie historię, architekturę i niezwykłą atmosferę. Nasza wycieczka z Biurem Podróży Bieszczader, prowadzona przez Aleksandra, na zawsze pozostanie w naszych sercach. Kolory tego miasta, żywe opowieści i jego niepowtarzalny klimat sprawiły, że zakochaliśmy się w Transylwanii. A Sighișoara, z jej magicznym urokiem, zajmie w naszej pamięci szczególne miejsce.

Pora na odpoczynek

Czwarty dzień naszej podróży po Rumunii z Bieszczaderem okazał się niezapomnianą przygodą, pełną magicznych miejsc i fascynujących historii. Nasza wizyta w Prejmer, Rupea i Sighisoarze to tylko mały fragment bogatej mozaiki, którą oferuje ten niezwykły kraj. Każde z tych miejsc urzeka swoją unikalną atmosferą – od średniowiecznych fortec po kolorowe uliczki, które zdają się opowiadać historie sprzed wieków.

Na zakończenie dnia udaliśmy się do wspaniałego hotelu Agora w Targu Mureș, gdzie elegancja i komfort spotkały się z wykwintną kuchnią w restauracji, przypominającej atmosferę wesela. To idealne miejsce na zasłużony wypoczynek po intensywnym dniu pełnym odkryć.

W tej hotelowej sali delektowaliśmy się pysznym jedzeniem. Wystrój typowo weselny.
W tej hotelowej sali delektowaliśmy się pysznym jedzeniem. Wystrój typowo weselny.

Sighisoara, z jej tajemniczym klimatem i legendarnym domem Drakuli, pozostawiła w nas niezatarte ślady. Przechadzając się po jej uliczkach, można poczuć się jak w innej epoce, a każdy zakątek skrywa swoje sekrety. Zachęcam Was do odwiedzenia tych miejsc i poznawania ich bogatej historii – Rumunia to kraj, który potrafi zaskoczyć na każdym kroku!

Z nowymi wspomnieniami i wrażeniami wracamy do hotelu, ale nasza podróż się nie kończy. Już szykujemy się na kolejny dzień pełen przygód i odkryć. Co nas czeka? To już temat na kolejny wpis, więc bądźcie czujni i śledźcie nasze dalsze losy w tej fascynującej rumuńskiej podróży!

Atrakcje w Bieszczadach i po sąsiedzku.

Dobry nocleg w Bieszczadach? – zapraszam

Cześć jestem Ewa – zapraszam do moich domków.😀 Moi Goście cyklicznie do nas wracają przywożąc ze sobą kolejnych znajomych i rodzinę.

Nasze domki 🐈‍⬛ to więcej niż miejsce noclegowe – to gwarancja niezapomnianych wspomnień i relaksu w sercu Bieszczad.

Wybierając nasze domki 🐈‍⬛ nad Soliną, macie szansę na pełen relaks, przygodę oraz odnowienie zarówno ciała, jak i umysłu w jednym z najpiękniejszych zakątków Polski. 

Może i Ty dołączysz do grona stałych bywalców?